30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
styczeń luty marzec
kwiecień maj czerwiec
[lipiec] sierpień
wrzesień październik
listopad grudzień
Informatyk z Towarzystwa
Wpis z dnia: 2008-04-21, z godziny: 19:42
Polskie Towarzystwo Informatyczne, organizacja tyleż szacowna i potrzebna, co nieco zapyziała, chce wprowadzić na polski rynek EUCIP EUCIP, wymyślony przez CEPIS (federację stowarzyszeń informatycznych), ma stanowić jedną spójną certyfikację zawodu informatyką w całej Unii Europejskiej.

EUCIP to w prostej linii próba zdyskontowania sukcesu Europejskiego Certyfikatu Umiejętności Komputerowych, czyli ECDL. Względny sukces ECDL w Polsce był, w moim przekonaniu, wynikiem trzech czynników. Po pierwsze, brakowało kompleksowego programu edukacji informatycznej na poziomie podstawowym nieprzywiązanej do konkretnych produktów i technologii. Po drugie, szeroką rzeką napłynęły unijne pieniądze, z których ECDL był w pewnym stopniu finansowany. Po trzecie, szalało bezrobocie i każdy "papier" się liczył. ECDL zyskał nawet pogardliwe miano "egzaminu dla sekretarek", co zapewne było nieuprawnione - każdy z nas życzyłby sobie, aby podstawowy personel jego przedsiębiorstwa, tj. tzw. użytkownicy, posługiwali się narzędziami informatycznymi na poziomie ECDL.

Niemniej sytuacja z EUCIP jest różna w każdym wymiarze. Informatycy nie są bezrobotni, a wręcz przeciwnie - rozchwytywani. Unia za egzamin póki co nie płaci i raczej nie będzie. Jeśli EUCIP ma stać się "przepustką do zawodu" dla dyletantów, to sądzę, że lepszą będzie wyspecjalizowanie się w jakiejś dziedzinie i zdobycie któregoś z certyfikatów technologicznych. Między bajki należy włożyć zapewnienia, że certyfikat "honorowany jest w całej Europie i jest potwierdzeniem kwalifikacji w zakresie informatyki." Jak widać na stronach EUCIP, do programu na razie przystąpiły nieliczne kraje tzw. starej Europy. Na stronach EUCIP próżno szukać np. Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji czy krajów skandynawskich UE - gdzie Polacy najczęściej emigrują za chlebem (informatycznym). A zapewne nie o pracę informatyka w Rumunii, Estonii czy w Chorwacji chodzi.

EUCIP budzi więc we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony, dostrzegam rolę Towarzystwa (czy w ogóle niezależnych organizacji branżowych) w normalnej, zdrowej gospodarce. Stanowienie "obiektywnego punktu odniesienia" i źródła informacji to niewątpliwa wartość, którą PTI mogłoby dawać polskiej informatyce. W aspekcie poważnych braków wykwalifikowanej kadry informatycznej otwarcie "ścieżki do zawodu" dla osób, które chcą do niego wejść i coś mają w głowie, wydaje się sensowne. Na razie jednak EUCIP wygląda na próbę wyciągnięcia pieniędzy od osób, które sądzą, że dzięki kawałkowi papieru w obcym języku, zawierającym słowa European i certification staną się informatykami. Ale - jak mówię - daleki byłbym od całkowitego deprecjonowania pomysłu. Najlepiej żeby każdy wyrobił sobie zdanie sam.

Były prezes PTI, prof. Zdzisław Szyjewski, próbował na konferencji ITAKM przekonywać mnie, że EUCIP to sposób na upodobnienie zawodu informatyka do zawodów takich jak prawnicy czy lekarze, gdzie istnieje system ustawicznego kształcenia. Sam postulowałem niedawno powołanie takiego systemu. Niemniej na pewno nie chciałbym oddawać zawodu informatyka w ręce jakiejkolwiek korporacji zawodowej - i mam nadzieję, że nie takie są zamiary PTI.
Komentarze:
Redakcja Computerworld nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
ZniesmaczonyIP: 82.210.146.7430-04-2008, 01:38
Niestety EUCIP jest nie tylko metoda na to aby wyciagac pieniadze, ale rowneiz metodoa na to aby Prof. Szyjewski zatrudnil swojego czlonka rodziny jako CEO tego przedsiewziecia -- wystarczy zobaczyc: http://www.eucip.com/index.jsp?1nID=104&2nID=389&pID=445&nID=791 CEO jest Pan Grzegorz Szyjewski a koordynatorem jest Prof. Zdzislaw Szyjewski. To tylko zbierznosc nazwisk, czy tez NEPOTYZM najgorszego typu?

Natomiast jesli chodzi o certyfikowanie Inzynierow Oprogramowania to idea pochodzi min. od Davida Parnasa, wiec moze jego warto by zapytac DLACZEGO tak ma byc?

mariooIP: 213.192.87.8823-04-2008, 23:31
bezsensowość certyfikowania "pospolitych" informatyków przez korporacje wynika moim zdaniem z błędnego porównywania naszej branży do takich zawodów jak lekarz, prawnik czy nawet inżynier budowlany.
certyfikacja w innych branżach jest swoistą mitygacją ryzyka. tam ryzyko (a w szczególności jego koszt) jest nieporównywalnie wyższe niż w informatyce (prowokacyjnie?!, chyba nie).

o certyfikacji warto mówić w aspekcie certyfikowania kierowników projektów, certyfikatów technologicznych. Certyfikacje nigdy jednak nie zastąpią analizy referencji i praktycznie zrealizowanych projektów.

W obszarze zamówień publicznych lepiej mówić o roli swoistego inspektora nadzoru informatycznego powoływanego jako trzecia strona projektu na którego spada spora część odpowiedzialności za niepowodzenia.

jesli brak certyfikacji nie pozwalałby wykonywać zawodu to co z garażowymi geniuszami, samoukami i innowatorami którzy dla rewolucyjnych rozwiązań zrezygnowali z oficjalnej ścieżki edukacji.

jeśli mówić o certyfikacji to na pewno nie może ona być kalką mechanizmów występujących w innych, nieinformatycznych zawodach

ZohoIP: 83.31.221.1923-04-2008, 22:32
Panie Jakubie zgadzajac sie co do idei pozwole sobie zauwazyc ze pojawil sie ciekawy watek w dyskusji: sens istnienia ustawy o informatyzacji czegostam. Nie zgadzam sie z Jerzy''m nt certyfikacji (Pronce2 niszowy ...) ale zagdzam sie ze ta ustaw nie ma sensu

JerzyIP: 194.181.60.15823-04-2008, 12:19
@marcin: ale ja DOKLADNIE o tym mowie - jesli juz z czegos (np z eurobiurokracji) wynika koniecznosc certyfikatu to niech to bedzie certyfikat POWSZECHNIE uznawany w IT Branzy a nie niszowy wynalazek biurokracji UK. Bo do tego Pani dyzi ani urzedu ds certyfikacji nie potrzeba

A swoja droga: jaki jest SENS istnienia ustawy o informatyzacji bo ja nie widze zadnego jesli we wszelakich rankingach UE zajmujemy dokladnie to samo miejsce co w 2004 roku (czyli ostatnie albo przedostanie).

MarcinIP: 79.162.18.7523-04-2008, 10:25
Umówmy się, że jest tak jak skomentował Bogdan: certyfikaty to przede wszystkim doskonały interes dla firm certyfikujących.

A tak na serio to po prostu zbędny i nikomu niepotrzebny syf, który niczemu nie służy. Ale wiadomo, ten zarobi, tamten zarobi, i jeszcze w budżetówce trzeba będzie "panią dyzie" do sprawdzania certyfikatów i "urząd ds. regulacji certyfikatów" sprawdzający czy certyfikaty są ok ...

Takie kółeczko kosztów.

JerzyIP: 194.181.60.15823-04-2008, 08:22
@Jakub Chabik: w pelni sie zgadzam z Panem. Mysle ze porzadkowanie sprawy trzeba zaczac od tego zeby zmusic budzetowke do preferowania powszechniej uznanych "niedozywotnich" certyfikatow zarzadzania projektami jak PMI i IPMA w miejsce P2.
Liczba zatwierdzonych komentarzy: 10      dodaj swój komentarz      więcej >>  

Korzystanie z serwisu Bywalec Computerworld jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na następujące warunki obsługi. Regulamin korzystania z serwisu. Serwis realizuje wytyczne ASME oraz uzupełnienia IDG dotyczące zasad publikacji w mediach elektronicznych.
© copyright 2008 IDG Poland SA
04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12
tel. (+48 22) 321 78 00  fax (+48 22) 321 78 88