Przyznaję bez bicia, że przeoczyłem dzisiaj godzinę 17-tą w ferworze pakowania (wkrótce się przeprowadzam). Nie zawyły żadne syreny, a ruch na niedalekiej trójmiejskiej obwodnicy nie ustał ani na moment. To tyle jeśli chodzi o tzw. reality check świętowania „godziny W”. Przykro mi, jeśli komuś jest z tego powodu przykro. Proszę mi uwierzyć, poza Warszawą Powstanie nie wywołuje takich silnych emocji. Konsekwentnie twierdzę, że o ile podziwiam bohaterstwo powstańców, nie podejmuję się oceniać dowódców (musiałbym wiedzieć tyle ile oni wiedzieli podejmując decyzję), o tyle za grube i szkodliwe nieporozumienie uważam próbę budowania zbiorowej tożsamości Polaków wokół legendy powstańczej. Tym bardziej legendy, która od pewnego czasu wykorzystywana jest instrumentalnie w celach bieżącej polityki. Dzieci uczę patriotyzmu poprzez pracę i osiągania celów poprzez staranne planowanie i przygotowanie, a nie chwilowy zryw, a mówiąc o powstaniach za wzór stawiam Powstanie Wielkopolskie – i nie tylko, o czym za chwilę.
Sierpień to taki dziwny polski miesiąc, spięty z obu stron klamrami. Zaczyna się rocznicą Powstania Warszawskiego, a kończy rocznicą powstania „Solidarności”. Tak więc: zaczynamy od krwawej łaźni, która przyniosła zagładę całemu pokoleniu elit i miastu. Mimo prawdziwej chęci nie potrafię się dopatrzeć długofalowych pozytywnych skutków tego zrywu, tłumaczenia „nie byłoby … (Października, Sierpnia, Grudnia, itd.) bez Powstania” wydają mi się dość karkołomną spekulacją – nasi środkowoeuropejscy bracia (Czesi, Słowacy, Węgrzy) mieli swoje Wiosny i Jesienie tak samo jak i my, a dziś mają stolice z prawdziwego zdarzenia. 36 lat później, w roku 1980, Polacy zrobili coś dokładnie odwrotnego. Zamiast wejść na barykady i rzucać się z gołymi rękami na uzbrojonych po zęby wrogów (Sowietów i komunistyczną władzę), stworzyli masowy i pokojowy ruch społeczny. Zorganizowali niezależne struktury, błyskawicznie stworzyli niekomunistyczne media, pokazali skuteczność w osiąganiu swoich celów – a wszystko bez jednego wystrzału. I tej energii było tyle, że mimo że komunistyczna władza znowu wyprowadziła czołgi przeciwko nieuzbrojonym cywilom, w końcu przegrała. Pokonaliśmy najstraszniejsze imperium ówczesnego świata bez jednego wystrzału – i ten cud, mam wrażenie, budzi ciągle za mało refleksji.
Dokładnie w środku sierpnia jest jeszcze rocznica Bitwy Warszawskiej. To także symboliczne, bo i to zdarzenie jest pośrodku. Co prawda nie chronologicznie, ale w pewnym stopniu mentalnie. Znowu Polacy stanęli razem przeciwko wrogowi, ale tym razem dali mu łupnia. Także dzięki temu, że mieli dobrze przygotowane plany taktyczne, realne (a nie domniemane) wsparcie sojuszników, sprzęt, łączność i linie zaopatrzeniowe. Lubimy mówić o Bitwie Warszawskiej jako o jednej z najważniejszych w dziejach Europy – Azja (mentalnie komunizm to trochę współcześniejsza wersja reżimu Dżyngiz-chana) znów została powstrzymana na rubieżach naszego kontynentu. Ale dla mnie to przede wszystkim mit założycielski II Rzeczpospolitej, tej samej która potem zbudowała Gdynię, odzyskała większość Śląska i scaliła trzy niepasujące do siebie kawałki w jedno z najnowocześniejszych w owym czasie państw Europy.
Mentalnie jestem zdecydowanie z drugiej połowy sierpnia. Wolę negocjować i pracować, osiągać swoje cele stopniowo poprzez zogniskowanie wokół dobrych pomysłów bystrych ludzi – tak jak robiła to „Solidarność”. Jak mam walczyć, to chcę walczyć po coś i o coś i zwyciężać – a nie tylko pięknie umierać. I tego właśnie uczę swoje dzieci.
Na blogu dla menedżerów i informatyków wypada nawiązać do technologii. Oto więc i nawiązanie. Przyszłość naszego kraju na najbliższe sto lat, jestem przekonany, nie zdecyduje się na żadnej barykadzie ani na żadnym polu bitwy. Nie będzie żadnej „Godziny W”, która poderwie Naród do Zrywu. Zdecyduje się w jakimś niepozornym laboratorium badawczym, w zespole roboczym pracującym nad jakimś projektem, w gabinecie gdzie kilku analityków opracowuje strategię Polski i Unii w kwestii innowacyjności, albo – jeszcze lepiej – w jakimś garażu, gdzie ktoś pracuje nad nową, przełomową technologią. Politycy, którzy dzisiaj tłumnie pojawili się na obchodach, powinni od poniedziałku zacząć zastanawiać się dzień i noc jak tym wszystkim ciężko pracującym ludziom pomóc. Inspiracji im nie powinno zabraknąć, ale nie będzie nią legenda Powstania Warszawskiego, tylko druga połowa sierpnia, od Bitwy Warszawskiej i II Rzeczpospolitej po „Solidarność”.
Share on Facebook
Najnowsze komentarze