|
Ostatnie 20 wpisów...
|
17.05.2008, sobota Wpis z godziny: 15:57 | Skomentuj
Historia z pierwszej połowy tej dekady, która przypomniała mi się dzisiaj, bo pracuję aktualnie nad artykułem nt. programowania równoległego. Nawiasem mówiąc, ten tekst chyba najtrudniejsze zadanie, które wziąłem na siebie, bo ogromnym wyzwaniem jest przekazanie zasadniczych myśli tej niesamowicie skomplikowanej dziedziny w słowach, które trafią do każdego Czytelnika Computerworld.
Ale do rzeczy. Miejsce - autobus linii 91 w Poznaniu. Czas - rok 2001, może 2002. Kontekst - budujemy aplikację, która zarządza dużą ilością informacji. Dla wyszukiwania pełnotekstowego konieczne jest zbudowanie systemu indeksów niezależnego od natywnego rozwiązania dostarczanego przez platformę bazodanową. Uczestnicy - ja [J] i kumpel [K], z którym razem nad tym pracowaliśmy. Godziny popołudniowego szczytu, wokół nas masa ludzi, a wśród nich - dwie laski [L], które wyraźnie próbują nas sobą zainteresować. [J] Słuchaj, nie mogę sobie poradzić z lokami. [L] (współczująco patrzą na nas, przygładzając włosy - widać problem jest im znany) [K] Co się dzieje? [J] Wszystko jest fajnie, jak z bazą gada tylko jeden wątek. Jak dołączy drugi odpalony przez jakiegoś innego kolesia (użytkownika, znaczy), pojawiają się loki. [L] (nie kumają, ale nadal się miło uśmiechają) [K] Próbowałeś zmienić sekwencję zapytań? [J] (zirytowany) Nie rozumiesz, nie kontroluję, w którym momencie drugi koleś zacznie coś robić. Nie mogę zapanować nad sekwencją wywołań ani nad założonymi przez niego lokami, ale muszę radzić sobie z moimi lokami. [K] (filozoficznie) No to masz przej...e. Loki to generalnie trudna sprawa. [L] (potakują ze zrozumieniem) [K,J] (milczymy dłuższą chwilę z zaciśniętymi ustami, laski dziwią się, że taki pasjonujący temat porzuciliśmy) [J] Zrobię snapszot tabel, do których tamten palant się dobiera. Niech sobie robi te loki, srał go pies, będę miał swoje dane. [K] Snapszot jest dobry na loki, tylko żeby ci pamięci wystarczyło. No i dane będziesz miał nieaktualne. [L] (wreszcie się odzywają nieśmiało) Chłopaki, a na żel tych loków nie możecie ułożyć? [K,J] (z irytacją) Ech... co wy możecie wiecie o lokach! [L] (zdziwione - o czym jak o czym, ale o lokach we własnym przekonaniu wiedzą na pewno więcej od jakichś dwóch gadających w niezrozumiałym języku facetów) I tak to nie dałem się poderwać na loki. 16.05.2008, piątek Wpis z godziny: 19:17 | Skomentuj
W dniu, w którym piszę ten wpis, prezydent Lech Kaczyński zawetował ustawę, która miała osłabić wpływy egzotycznej koalicji PiS-LiD w mediach i oddać ją rządowi PO. Oczywiście, i Tuskowi, i Kaczyńskiemu przede wszystkim chodzi o TVP.
I znowu czuję się jak przybysz z Marsa, bo nikt nie zada jedynego pytania, jakie ciśnie mi się na usta: czyli po co komu TVP? Dotychczas każda władza przejmowała kontrolę nad telewizją, po czym przegrywała wybory. Kontrola nad telewizją publiczną ("publiczną" przynajmniej z nazwy) nie jest potrzebna w sytuacji, gdy osoby generalnie kojarzące fakty przestały oglądać telewizję, zaś ci, którzy oglądają, nie odróżniają Janusza Palikota od Kuby Wojewódzkiego, a Renaty Beger od Dody - co nie dziwi, zważywszy, że wszyscy i tak prędzej czy później spotkają się w jakiejś teleturniejoszołnoweli "T jak Taniec z Gwiazdami na Lodzie". Korzystajmy z naszej wolności, póki politycy nie zorientowali się, że coraz więcej osób nie tylko z grona nastolatków, ale i z klasy średniej, spędza nieomal tyle samo, a czasami więcej czasu przy grach komputerowych i w Internecie niż na oglądaniu telewizji. Jeśli poiltycy trochę dorosną zorientują się tak jak producenci towarów FMCG, że product placement, albo political placement swoich osób i idei w grach, Internecie i generalnie treści on-line, to doskonały sposób na trafienie do opiniotwórczej i wpływowej grupy społecznej. Przypomnę, że do lat siedemdziesiątych w Polsce (a do lat sześćdziesiątych na Zachodzie) politycy odmawiali pojawiania się w telewizji, uważając, że to medium niepoważne, dla gospodyń domowych i mniejszości etnicznych. Uważali, że "prawdziwi wyborcy" czerpią informacje z prasy oraz radia i to tym mediom poświęcali swoją uwagę. Dzisiaj nie zauważają, że uwaga społeczeństwa wolno, ale systematycznie przenosi się poza telewizję. Póki co obserwuję, jak moi znajomi doskonale bawią się z dziećmi przy grach na konsole, wolni od dydaktyzmu, nachalności i generalnej śmieciowatości przekazu, który charakteryzuje telewizję jako medium. Oby jak najdłużej! 13.05.2008, wtorek |
| Korzystanie z serwisu Bywalec Computerworld jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na następujące warunki obsługi. Regulamin korzystania z serwisu. Serwis realizuje wytyczne ASME oraz uzupełnienia IDG dotyczące zasad publikacji w mediach elektronicznych. | ||
|
© copyright 2008 IDG Poland SA 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel. (+48 22) 321 78 00 fax (+48 22) 321 78 88 |
|