|
Ostatnie 20 wpisów...
|
28 lat i ukradziona dekada
Wpis z dnia: 2009-12-12, z godziny: 22:40
Zapewne gdy piszę te słowa pod domem gen. Jaruzelskiego zbierają się ludzie, którzy w ciszy będą palić znicze. 13 grudnia 1981 roku to data, którą ciągle jeszcze pamiętamy i obchodzimy, ale stopniowo indywidualne wspomnienie jest zastępowane przez medialny przekaz. Póki więc jeszcze jest ono jakieś, trzeba je uwieczniać - co niniejszym czynię.
Oto moje wspomnienie. W roku 1981 miałem 10 lat, chodziłem do 3 klasy szkoły podstawowej. Nie byliśmy rodzinnie ani związani z opozycją, ani z komunistycznym państwem - rodzice byli nauczycielami szkół średnich i wyższych. Polityką interesowali się, ale raczej nie uczestniczyli w niej aktywnie. Rok 1980 i 1981 był obecny w ich rozmowach przede wszystkim z perspektywy pogarszającej się sytuacji ekonomicznej - i tak ja, jako dziecko, postrzegałem to co się działo. Bardzo wczesnym rankiem - była może szósta rano i telefony działały - zadzwonili znajomi rodziców. Przekazali, jak mi potem rodzice powiedzieli, krótką informację: "Po rondzie jadą czołgi. Rosjanie wkroczyli." Dla mnie był to dosłownie Dzień Bez Teleranka, bo oczywiście wstałem i włączyłem telewizor - jak co niedzielę. Rozumiałem, że stało się coś ważnego, ale jednocześnie najważniejszą informacją była ta, że w poniedziałek nie trzeba bedzie iść do szkoły. Patrole wojska na ulicach wywoływały bardziej zainteresowanie niż strach - jak każdego chłopaka w tym wieku, fascynowała mnie broń, mundury oraz stojące gdzieniegdzie transportery opancerzone i czołgi. Pamiętam za to poczucie krzywdy, kiedy okazało się, że nie możemy w tym roku - jak zawsze na Święta - pojechać do rodziny w Góry Świętokrzyskie. I radość, gdy okazało się, że Ojciec jednak zezwolenie gdzieś "wyprosił" - choć jedynie na podróż pociągiem, a nie samochodem. Informacje o gwałtownych wydarzeniach tego czasu - pacyfikacji "Wujka", demonstracjach, represjach, aresztowaniach - nie docierały do moich uszu - nawet jeśli rodzice słuchali polskich radiostacji z Zachodu, nie mówili mi o tym. Grudzień roku 1981 to dla mnie także wspomnienie pokrytego śniegiem kraju, nieprzetartych dróg i stojących zakładów przemysłowych. Nigdy później nie widziałem takiego obrazka. Strach poczułem długo później - w drugiej połowie lat 80-tych. Czułem go wtedy gdy milicjanci zatrzymali mi siostrę - bo wygłupialiśmy się na dworze - a ona była w wieku licealnym. Czułem go gdy mnie samego zatrzymali i dopiero po dłuższym przesłuchani wypuścili - bo wracałem z imprezy bez dokumentów. Czułem kiedy nauczyciel wpadał w histerię, kiedy na lekcji PO na temat wojen sprawiedliwych i niesprawiedliwych (oczywiście niesprawiedliwe prowadzą kraje kapitalistyczne, a sprawiedliwe - kraje socjalistyczne) ktoś zapytał "a jaką wojnę, panie psorze, prowadzi Związek Radziecki w Afganistanie?". Miałem go poczuć wreszcie raz a dobrze, kiedy na idących ulicą milicjantów wołaliśmy przez okno szkoły "wujek!", a oni w swoim zomolskim móżdżku słyszeli coś zupełnie innego, zapewnie "ch..." i przybiegli by nas zatrzymać. Na szczęście dyrektorka nie pozwoliła nas zabrać ze szkoły - kto wie, może skończyłbym jak Przemyk. Stopniowo dowiadywałem się, dlaczego na ścianach wiednieje znak Polski Walczącej, kto to był Popiełuszko, dlaczego rano na ulicy widnieje napis "Katyń pomścimy!", a po południu jest starannie zamazany. Stan wojenny i wczesne lata osiemdziesiąte to jednak dla mnie wspomnienie raczej smutne niż straszne. Zwykłem określać się mianem radykalnego, zaprzysięgłego i nieprzejednanego antykomunisty, ale u podstaw tej postawy nie leżą jakieś traumatyczne przeżycia. Leżą późniejsze lektury i spotkania z ludźmi opozycji, ale przede wszystkim świadomość, że 13 grudnia 1981 Jaruzelski ukradł nam dekadę, pogłębiając i przedłużając zapóźnienie cywilizacyjne, które i tak już przeżywaliśmy. Uważam, że Jaruzelski za stan wojenny pownien być osądzony i zdegradowany do szeregowca, przekreślił bowiem piękną karierę frontową późniejszymi swoimi dokonaniami jako oficera LWP i architekta oraz wykonawcy stanu wojennego. Kraj opuściło kilkaset tysięcy ludzi - i praktycznie dopiero teraz, 20 lat po obaleniu komunizmu, dojrzało nam kolejne równie wartościowe pokolenie. Ale przede wszystkim ma krew na rękach, krew kilkudziesięciu ofiar stanu wojennego i co najmniej kilkuset, które zamordowano - otwarcie albo skrytobójczo - kiedy rządził krajem. Także i w mojej rodzinie - Jacek Stefański, ten bez którego gra grupa "Bez Jacka", był moim dalekim kuzynem. Nie mieszkam w Warszawie, nie zapalę dziś znicza pod domem gen. Jaruzelskiego. Ale jestem z tymi, którzy to robią. Komentarze:
Redakcja Computerworld nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Korzystanie z serwisu Bywalec Computerworld jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na następujące warunki obsługi. Regulamin korzystania z serwisu. Serwis realizuje wytyczne ASME oraz uzupełnienia IDG dotyczące zasad publikacji w mediach elektronicznych. | ||
|
© copyright 2010 IDG Poland SA 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel. (+48 22) 321 78 00 fax (+48 22) 321 78 88 |
|