|
Ostatnie 20 wpisów...
|
Jak nie zostałem pogromcą antysemitów
Wpis z dnia: 2009-06-21, z godziny: 23:14
Dwa i pół roku temu wywołałem małą awanturę za pomocą prowokacji. Donosem na siebie samego zapisałem się na internetową "Listę żydów w zniewalanej Polsce..." (pisownia oryginalna, linku nie podaję), a potem całą rzecz opisałem w felietonie. Głośno o tej historii zrobiło się, kiedy napisała o niej "Gazeta Wyborcza".
Cała sprawa ma ciekawy ciąg dalszy, o którym opowiadałem dotąd znajomym po kielichu albo dwóch. A więc, próbowało ze mną skontaktować się Renomowane Radio. W tym celu zadzwoniło do redakcji, aby redakcja podała mój numer telefonu. Redakcja, przytomnie, nie podała, tylko zadzwoniła do mnie i zapytała, czy ma podać. Byłem w robocie i, jak to w robocie, ganiałem od sprawy do sprawy, więc nie miałem ochoty ani czasu na pogaduchy z jakimś redaktorem radiowym. Poprosiłem o maila. Swoją drogą, ustalenie mojego numeru telefonu średnio rozgarniętemu użytkownikowi Googli powinno zająć jakieś czterdziesci sekund, ale widać Renomowane Radio internetu nie ma. No więc napisało do mnie, podało swój numer, ja zadzwoniłem i odbyliśmy rozmowę mniej więcej taką: [Redaktor] Chcielibyśmy pana zaprosić na rozmowę o antysemityzmie, dzisiaj o 18:30. Będzie jeszcze (tutaj nazwisko znanego aktywisty do tolerancji, ale nie Simona Mola) [Ja] Dziękuję za zaproszenie, ale nie znam się na antysemityzmie i nie wiem, czy jestem właściwą osobą [R] No ale przecież piętnuje pan antysemityzm w internecie. [J] Wie pan, mój felieton był o śmieciowych treściach, a "Lista żydów..." to przykład. [R] Ale przecież kto się wreszcie powinien za to wziąć! Może naszą audycją sprawimy, że ktoś się tym zainteresuje? [J] Czym? Bzdurami w internecie? Nie sądzę, chyba żeby psychiatra. Wszelkie pomysły zahaczające o cenzurę uważam za chybione i na pewno ich nie poprę. [R] (zniecierpliwiony) To chce pan wziąć udział w tej dysksji czy nie? [J] Na antysemityzmie się nie znam, więc nie. Jak będzie o wiarygodności informacji w internecie, wyszukiwaniu, selekcjonowaniu, docieraniu do źródeł, potwierdzaniu - to chętnie. [R] Aha, no to dziękuję za telefon. Może zadzwonimy. I w ten oto sposób nie zostałem pogromcą antysemitów; nadal jestem zwykłym, szarym informatykiem. A być może przede mną była świetlana kariera! W radiu wypowiedziałbym się raz i drugi. Potem w gazecie, a generalnie formułowanie w miarę składnych myśli w języku ojczystym jest sztuką mi nieobcą, więc w końcu zaprosiliby mnie do telewizji. Po kolejnym ekscesie Jerzego Roberta Nowaka zostałbym etatowym komentatorem wybryków antysemickich, zapraszanym tu, tam i siam. Wtedy też z pewnością dostałbym pierwsze pogróżki listowne, SMS-owe albo wulgarne telefony. Sprawa zrobiłaby się głośna, może nawet prokuratura wszczęłaby śledztwo, a policja przydzieliła ochronę. Wtedy zainteresowałyby się mną media zachodnioeuropejskie. Wiadomo, zależność jest prosta. Po każdym zbezczeszczonym cmentarzu w Niemczech czy kolejnym ekscesie młodzieży z francuskich blokowisk, tamtejsze media i politycy z troską piętnują nietolerancję i ciemnotę w... Środkowej Europie. Wystarczy, że w Kopenhadze skini pod flagami ze swastyką i z ramieniem uniesionym w faszystowskim pozdrowieniu przejdą przez miasto, a już tamtejsza prasa wali sążniste artykuły o pogromach Romów na Słowacji, kibolach z Ukrainy bijących studentów z Afryki oraz Radiu Maryja. Ostatnio na cenzurowanym są Węgrzy, ale głównym uspokajaczem zachodnieuropejskich sumień jest "ciemny i wsteczny" polski katolicyzm, uoasabiany przez księdza Rydzyka i braci Kaczyńskich. Każdy przecież wie, że w Polsce nie przypadkiem naziści (nie wiadomo, kto to dokładnie był, ale na pewno nie mieli nic wspólnego z dzisiejszymi demokratycznymi i tolerancyjnymi Niemcami) zbudowali słynne "polskie obozy koncentracyjne". W każdym razie, jako samotny rycerz gromiący polskiego kołtuna mógłbym liczyć co najmniej na stypendium, jeśli nie na wydanie książki o moich zmaganiach i pochlebne recenzje. Po paru latach Głównego Pogromcy Antysemitów RP opływałbym w zaszczyty, na które - jak każdy człowiek - nie pozostałbym odporny. Aby utrzymać tę zaszczytną funkcję musiałbym raz na jakiś czas demaskować kolejnego antysemitę. Jestem pewien, że każdy mój celny strzał w jednego kreowałby kolejnych dziesięciu, więc roboty by mi nie zabrakło na długo. No dobrze, puściłem wodze fantazji, jak na jedno zaproszenie do Renomowanego Radia. Nie obśmiewam, jak ktoś mógłby sądzić, zmagań ludzi, którzy walczą z przejawami dyskryminacji. Piętnuję powierzchowność mediów oraz lenistwo intelektualne i hipokryzję społeczeństw. A robię właśnie dzisiaj, bo z bardzo mieszanymi uczuciami czytam o awanturze pod Jasną Górą. Znam Rafała Maszkowskiego jako niezmordowanego popularyzatora Sieci we wczesnej fazie jej rozwoju w Polsce i autora legendarnych Polskich Zasobów Sieciowych - pierwszego katalogu polskiego internetu. Mieliśmy okazję zetknąć się i pogadać parę razy. Zastanawiam się, czy Rafał na pewno rozumie, że jednym ruchem wprawił w ruch całą machinę medialną. I czy przypadkiem nie wydaje mu się, że przy swojej nieprzeciętnej inteligencji i analitycznym umyśle jest w stanie ją kontrolować - bo na pewno nie jest. Odtąd machina będzie działać według swojej logiki - i jeśli Rafał pozostał takim człowiekiem jakiego miałem okazję poznać - wkrótce zorientuje się, że może paść jej ofiarą. Komentarze:
Redakcja Computerworld nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
| |||||||||
| Korzystanie z serwisu Bywalec Computerworld jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na następujące warunki obsługi. Regulamin korzystania z serwisu. Serwis realizuje wytyczne ASME oraz uzupełnienia IDG dotyczące zasad publikacji w mediach elektronicznych. | ||
|
© copyright 2010 IDG Poland SA 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel. (+48 22) 321 78 00 fax (+48 22) 321 78 88 |
|