|
Ostatnie 20 wpisów...
|
12.03.2010, piątek Oprócz robienia tak 'lajtowych' rzeczy jak felietony czy blogi, robię również doktorat. Jest to element szerszego projektu badawczego prowadzonego przez Zakład Zarządzania Technologiami Informatycznymi na Wydziale Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej we współpracy z moim pracodawcą. Moim promotorem jest szef tego zakładu, dr hab. inż Cezary Orłowski prof. PG. Temat mojej pracy związany z ewolucją organizacji wsparcia według modelu ITIL. Najkrócej mówiąc, model mówi "co powinno być obecne", a ja chcę do niego dodać informację "co trzeba zrobić, żeby to się pojawiło".
Mam w tej chwili zebrane sporo danych w modelu; problem polega na tym, że nie wiem, na ile są one miarodajne dla organizacji wsparcia, a na ile dla tej garstki, z której dane zebrałem. Innymi słowy, czy posługując się modelem do wsparcia decyzji typu "co powinniśmy zrobić, żeby ustawić sobie proces zarządzania zmianą (Change Management) na poziomie dojrzałości 3" będziemy mieć rady stosowne dla wszystkich (albo większości organizacji), czy jedynie tych, która w tej chwili posłużyły do budowy modelu. Dlatego potrzebuję weryfikacji modelu przez osoby, które organizację wsparcia (a zwłaszcza jej zmianę) widzą z bliska i potrafią odpowiedzieć na pytania w rodzaju: Czy rzeczywiście poparcie zarządu ma kluczowe znaczenie? Czy narzędzie jest absolutnie konieczne, żeby ustawić dobry proces zarządzania problemem? Czy brak pełnoetatowego właściciel procesu to czynnik, który uniemożliwia wdrożenie tego procesu, czy też można sobie wyobrazić, że ktoś pełni tę rolę przy okazji? Zbierając dane z innych organizacji, w zamian oferuję swoje. Model, docelowo, ma być modelem wsparcia decyzji i być dostępny on-line. Wszystkim, którzy udostępnią mi dane, zaoferuję dostęp do niego, ułatwiając im tym samym zmianę w ich organizacjach Bardzo proszę o kontakt osoby, które byłyby zainteresowane na jakub.chabik[małpa]ebit.pl Minister Michał Boni był uprzejmy powiedzieć na konferencji "Polska otwarta":
Mnie się wydawało, że my (...) "budujemy społeczeństwo informacyjne" i nagle uświadomiłem sobie (...) że nie: my projektujemy jakieś społeczeństwo informacyjne, tylko jesteśmy w samym środku społeczeństwa informacyjnego. I jeśli, że tak powiem, przedstawiciele państwa zrozumieli to ostatni, to wybaczcie, ale zrozumieli. (cytuję za VaGlą) Cóż, lepiej późno niż wcale - chciałoby się powiedzieć. Widzę ministra Boniego, któremu nagle klapki spadły z oczu, niczym Neo po wyłowieniu przez Nabuchodonozora i mruga nerwowo: jakże to, miało być tak, że my, władza rządzimy, a społeczeństwo się słucha. Ewentualny protest miał zostać skanalizowany, zwrócony na jakieś nieistotne kwestie techniczne albo rozmyty przez życzliwe nam media, a tutaj sytuacja wymknęła się spod kontroli. W rządowych scenariuszach oporu społecznego jest wyraźnie miejsce na górników strzelających petardami pod Kancelarią Premiera albo rolników stawiających w poprzek dróg swoje maszyny, ale nie ma na opór społeczeństwa sieciowego. Podpowiem ministrowi, że stało się coś więcej: środowisko, które osiągnęło samoświadomość pierwszy raz podczas sprawy Kataryny, umocniło przekonanie o własnej sile. Sytuacja będzie rozwijała się w zupełnie nowym kierunku: spór PiS-PO, monopolizujący dyskurs publiczny przez ostatnich 5 lat, będzie tracił na znaczeniu, bo oto na arenę wszedł trzeci gracz: podmiotowo zachowujące się społeczeństwo. Trochę dziwię się zdziwieniu Boniego, powiem szczerze, bo uważałem go - obok Pawlaka i Rostowskiego - za jednego z bardziej "kumatych" ludzi w tym rządzie. Ale najwyraźniej intelektualne nożyce pomiędzy władzą a społeczeństwem rozwarły się jeszcze bardziej: już nie dystans, ale przepaść dzieli poziom dojrzałości intelektualnej i świadomości przeciętnego przedstawiciela grupy wykształconych normalsów od poziomu prominentnych przedstawicieli władzy. Trzeba było, panie ministrze, w porę przeczytać Castellsa albo przynajmniej Bendyka. My to zrobiliśmy. Zacząwszy ten wpis od cytatu z Matrixa, nie mogę sobie odmówić, żeby go podobnie nie zakończyć: it's not the spoon that bends, it's yourself. Przemyśl go sobie, mister minister. 03.03.2010, środa Od paru dni trwa awantura o biografię Kapuścińskiego pióra Artura Domosławskiego. O Kapuścińskim mam zdanie mieszane. Za dzieło absolutnie genialne uważam "Cesarza", obserwując parę razy w życiu z bliska struktury i mechanizmy władzy w korporacji, zawsze odnoszę je do opowieści o Zwycięskim Lwie Plemienia Judy, Wybrańcu Bożym, Królu królów Etiopii. Za dzieła wybitne - "Heban" i "Imperium". Pozostałe, szczególnie wczesne ("Chrystus...", "Wojna futbolowa") - różnie. Jeszcze inne zdanie mam o Domosławskim - doskonale pamiętam, że za SLD był jednym z "cyngli" Wyborczej, a potem napisał kilka hagiografii lewicowych intelektualistów oraz dwuznacznych artykułów opiewających ponurych satrapów, takich jak na przykład Hugo Chavez.
Biografia Kapuścińskiego, a w szczególności jego współpraca z SB gorszy mnie zdecydowanie mniej niż skłonność lewicowych publicystów do (szczerego) usprawiedliwiania tej współpracy poprzez jego "szczerze socjalistyczne przekonania". Otóż tego właśnie nie rozumiem: szczerego przywiązania do socjalizmu u kogoś, kto widział jego skutki z bliska. W wydaniu polskim komunizm nigdy nie był wywalczonym przez lud ustrojem, jak choćby na Kubie, bo nie mieliśmy spuścizny kolonializmu ani problemów (realnych) krajów latynoskich, czyli wąskiej elity obszarników, przemysłowców i zagranicznych korporacji, które zawłaszczały ziemię i rugowały z niej ludzi. Nie było gruntu dla lewicy w wydaniu na przykład włoskim czy brytyjskim, bo słabe uprzemysłowienie kraju sprawiało, że nie było klasy robotniczej jako realnej siły. Socjalizm został w Polsce siłą narzucony przez sowieckie bagnety. Nigdy nie rozwiązywał i nie rozwiązał żadnych realnych problemów społecznych. Nigdy niczego nie osiągnął. Jedyne, co "dał" mojemu krajowi socjalizm to syf, biedę, zapóźnienie cywilizacyjne, uzależnienie od obcego mocarstwa, rządy Szmaciaków oraz inwigilację i przemoc aparatu represji. Jak w takim kraju można być ideowym socjalistą, może mi to ktoś do cholery wyjaśni!? Tym bardziej wtedy, gdy - o czym Kapuściński wyraźnie pisał w "Imperium" - już jako dziecko miało się okazję widzieć, co NAPRWDĘ znaczą stosowane w praktyce lewicowe idee. Przecież dla Kapuścińskiego i jego rodzin miały twarz czekisty oraz posmak głodu i terroru, który przyniosły wojska sowieckei "wyzwalające" wschodnie tereny ówczesnej Rzeczpospolitej. Jak po czymś takim można wierzyć choć w jedno słowo o "sprawiedliwości społecznej" i "rządach ludu", współpracując z lewakami w Angoli czy Ameryce Łacińskiej i dać się nabierać na "postęp i ład" a'la Castro czy Allende? Naprawdę nie pojmuję. Smutna prawda jest taka, że w miarę jak w życie wchodzą kolejne pokolenia młodych Polaków, którzy praktycznego zastosowania socjalistycznych idei nie widzieli, socjalizm robi się coraz bardziej sexy. Ludzie tacy jak Domosławski i ich publicystyka przerażają mnie nie dlatego, że piszą o Kapuścińskim rzeczy inne niż wypadałoby pisać o "wielkim i zasłużonym Polaku", a dlatego, że pośrednio, poprzez usprawiedliwianie postaw prokomunistycznych, relatywizują sam komunizm. Wypada mi podziękować dobremu Panu Bogu, że po świecie chodzą jeszcze Fidel Castro oraz Kim Dzong Il, a ich operetkowe dyktatury nie posypały się na dobre. Raz na jakiś czas ktoś pojedzie, obejrzy z bliska jak wyglądają idee Marksa, Engelsa oraz Lenina i w sposób przystępny opisze, co tak naprawdę oznacza "sprawiedliwość społeczna". Dzięki temu jeszcze wszyscy nie zidiocieli pod wpływem publicystyki prominentów nowej lewicowej publicystyki, czyli wszystkich Żakowskich i Domosławskich. Życzmy im (dyktatorom znaczy), stu lat w zdrowiu, bo dzięki nim pozostajemy chyba ciągle impregnowani na socjalizm w wersji hard |
| Korzystanie z serwisu Bywalec Computerworld jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na następujące warunki obsługi. Regulamin korzystania z serwisu. Serwis realizuje wytyczne ASME oraz uzupełnienia IDG dotyczące zasad publikacji w mediach elektronicznych. | ||
|
© copyright 2010 IDG Poland SA 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel. (+48 22) 321 78 00 fax (+48 22) 321 78 88 |
|