Strona główna > Bez kategorii > List do maturzystki

List do maturzystki

„Gazeta Wyborcza” opublikowała list od maturzystki, która w tym roku nie zdała matury z matematyki. W kapiącym od łez i pełnym wyrzutów wobec „bezmyślności systemu” liście pisze ona, że mimo, iż zdała rozszerzony język polski na 100%, nie zdała matury. Oto co smakowitsze cytaty z listu:

„matematyka to zawsze był dla mnie tylko przykry obowiązek”
„A ja nie mogłam znieść, że mogę zrobić tyle ciekawych, wspaniałych rzeczy, że mam jeszcze tyle książek do przeczytania, tyle możliwości, ale MUSZĘ obliczać prawdopodobieństwo zdarzenia A, które polega na tym, że w pierwszym rzucie sześcienną kostką do gry otrzymamy parzystą ilość oczek i iloczyn liczby oczek w obu rzutach będzie podzielny przez 12.”
„No dobra, pierwiastki, sinusy, mnożenie, dzielenie, okej, są to jakieś podstawy (chociaż w XXI wieku i tak wszystko zrobią za nas maszyny) ale dlaczego MUSIMY umieć obliczać prawdopodobieństwo, wielomiany, ciągi, logarytmy, wariacje, po co.”
„Nie chodzi mi o to, że jestem głupia, leniwa i nie chce mi się uczyć matematyki, po prostu walczę o wolny wybór.”
„Przecież tak naprawdę matura to loteria.”
„wybierałam się na polonistykę. Zawsze chciałam pisać i mieć styczność z literaturą. Z moimi wynikami, bez ZUPEŁNIE DO NICZEGO MI NIEPOTRZEBNEJ matematyki, dostałabym się, tak mi się wydaje.”

Chciałem przede wszystkim jeszcze raz, bardzo gorąco podziękować wszystkim, którzy doprowadzili do przywrócenia obowiązkowej matury z matematyki. Zrobiono to wbrew opinii publicznej, wbrew modom i trendom – w trosce o przyszłe pokolenia. Jeśli coś mogło mnie przekonać, że warto było maturę przywrócić, a – w tym roku – zrobić na niej prawdziwe zadania, to właśnie cytowany list maturzystki.

Droga Maturzystko, obawiam się, że jesteś zarówno leniwa, jak i głupia. Przepraszam że tak bezpośrednio, ale sprowokowałaś mnie tytułując swój list do „Gazety Wyborczej”. Gdybyś była bystra, zrozumiałabyś jakiś czas temu, że maturę z matematyki trzeba będzie zdawać choćby nie wiem co. I co, liczyłaś na cud? Że nie ucząc się i czując „wyłącznie obrzydzenie” zdasz za pomocą determinacji oraz ambicji? Nie dość, że głupio założyłaś, że uda Ci się „prześlizgnąć” tuż nad poprzeczką (jak sama piszesz, zabrakło Ci dwóch punktów…), to jeszcze wykazałaś się lenistwem – nie ucząc nawet na absolutne minimum. A teraz na dodatek piszesz histeryczny list do wpływowego polskiego dziennika, nie rozumiejąc, jak żałośnie brzmią Twoje argumenty. Funkcjonowanie w społeczeństwie wymaga właśnie takich umiejętności jak logiczne myślenie, kojarzenie faktów, rozróżnianie skutków od przyczyn, kategoryzacja zjawisk, racjonalna argumentacja, szybkie szacowanie, obliczanie procentów składanych, mnożenie i dzielenie. I po to by je wykształcić, a nie by uprzykrzyć Ci życie, przywrócono maturę z matematyki.

Przeczytaj Konstytucję RP, Deklarację Praw Człowieka i wszystkie rezolucje Rady Europy oraz ONZ. Nigdzie ta nie jest napisane, że każdy musi mieć maturę. Możesz funkcjonować w społeczeństwie bez matury, jak wielu innych przed Tobą. Może zamiast kolejną bezrobotną polonistką frustrującą się na zmywaku w Birmingham zostaniesz na przykład fryzjerką albo tramwajarką – to też potrzebne i godne szacunku zawody. Znam ludzi, którzy czerpią z nich satysfakcję; ja zaś mam z obcowania z nimi przyjemność większą niż z rozmowy ze sfrustrowanymi i niedouczonymi „chumanistami”. Wymarzoną książkę będziesz i tak mogła napisać – do tego studia polonistyczne nie są potrzebne (śmiem twierdzić, że mogą raczej przeszkodzić…)

Możesz też zrobić coś innego. Przysiądź nad książkami i zadaniami od matematyki. Wyzbądź się obrzydzenia, uruchom myślenie. Może dzięki temu zdasz maturę, dostaniesz się na wymarzone studia, a w dorosłym życiu będziesz robiła coś ciekawego i ambitnego.

Tagi:

Facebook comments:

  1. Baki
    4 lipca 2011 o godz. 02:30 | #1

    Jak miło się czyta takie posty, gdy ktoś myśli tak samo. Mam 20 lat i rok temu byłem pierwszym rocznikiem piszącym matematykę. I uważam, że nie lepszego nie mogło się zdarzyć. Ta matura udowadnia to jak bardzo jest potrzebna. Egzamin stoi na tak żalośnie niskim poziome, że aż chce się krzyczeć myśląc o tym, że ktoś tego nie zdał(wystarczy odpowiedziec na pytania zamkniete, to rownie latwo jak egzamin na prawo jazdy!). Nie wiem tylko po co „Gazeta Wyborcza” publikuje takie rzeczy? Był jakiś artykuł który dotyczył tego listu?

  2. Zenon
    4 lipca 2011 o godz. 08:27 | #2

    Pan również jest głupi – nie zaczyna się zdania od „że”.

  3. 4 lipca 2011 o godz. 10:16 | #3

    Przeczytałem ten list maturzystki. Pierwsza rzecz – GW publikuje takie rzeczy, bo oni po prostu publikują takie rzeczy. Druga rzecz – z tą głupotą i lenistwem to może i ma Pan trochę racji, ale bez przesady, niektóre argumenty brzmiały zupełnie sensownie. Jest sporo prawdy w twierdzeniu, że nauka matematyki w szkołach średnich ma z „uczeniem logiki” niewiele wspólnego. Ale, żeby oddać sprawiedliwość, z tym listem to tak jak z Pana Europą z poprzedniego wpisu – dokładnie to samo jakaś inna młoda dama mogłaby powiedzieć o j. polskim, tzn gdyby w miejsce „matematyka” wstawić np. „historia” czy „j. polski”, a zamiast „wielomiany i rzuty kostką” odpowiednio „data bitwy pod Grunwaldem i treść inwokacji z Pana Tadeusza”, list brzmiałby mniej więcej tak samo. Co odbiera stosowanym przez tę panią argumentom.
    Ech, dyskusja na temat „jakości” masowej edukacji jest z natury rzeczy nieco abstrakcyjna, to co się w tych szkołach dzieje to i tak jest wielki pic na wodę. Niewiele jest jest łatwiejszych sposobów na uzyskanie „prestiżu” i dożywotniego utrzymania, niż wzięcie masy dzieci, zaczekanie aż nauczą się czytać, pisać i rachować, a następnie przypisanie sobie roli „światła wiedzy”. Sądzę, że możemy przyjąć jako aksjomat, że wszystko ulega w jakimś tam stopniu zmarnieniu i zwietrzeniu – taka jest natura rzeczy.
    To teraz przyjmijmy hipotetycznie, że szkoły przedmaturalne takie jakie mamy rzeczywiście coś dają, i przejdźmy kilkadziesiąt czy kilkaset lat w przód. I co mamy? Założenia systemu edukacji MUSIAŁY ulec jakiejś tam stagnacji – taka jest natura ludzka, człowiek zawsze stara się poruszać po linii najmniejszego oporu. Nauczyciel również, programista przecież też. W efekcie dostajemy „schematy” o jakich pisze ta panna, i to nie tylko w matematyce, ale również w naukach humanistycznych. No bo czym są szeroko rozpowszechniane bryki z lektur, jak nie odpowiednikiem „”Zobaczysz takie zadanie, w treści będzie takie słowo to używasz tego wzoru.”. Tzw. „analiza poezji” na lekcji wiele się nie różni od rozwiązywania tych zadań – pani od polskiego ma pewien wzór i uczniowie mają za zadanie „logicznie myśleć” dochodząc do jedynego słusznego wniosku. Co poeta miał na myśli? To, co wykombinowali kuratorzy oświaty w programie nauczania, że miał na myśli. Szkoła uczy oportunizmu, wpaja głupotę i kolektywizm. Zamiast na palcach, to na uszach mógłbym policzyć nauczycieli którzy byli coś warci, przeważająca większość, tak jak dziś to widzę, to byli kompletni idioci. „Karierę” w szkole podstawowej zacząłem od głośnego stwierdzenia, że „górka” pisze się przez „ó” zamknięte, dzięki temu jako jedyny umiejący czytać i pisać w klasie pierwszej zaliczyłem uwagę w dzienniczku (cytuję) „uczeń twierdzi że jestem besczelna”. Jeszcze mam ten dzienniczek.
    Jak w każdej grupie – osoby wybijające się są przyhamowywane w celu „niwelowania różnic”, a osoby przeciętne „wyciągane za uszy” pod pretekstem absurdalnej doktryny że „wolność” to „równość i braterstwo”…

    „I have never let my schooling interfere with my education.” – Mark Twain :)

  4. Premnathan
    4 lipca 2011 o godz. 10:19 | #4

    A ja bym zaczął używać analogicznych argumentów z drugiej strony. Jeśli humaniści mają być zwolnieni z matematyki, to analogicznie umysły scisłe powinny być zwolnione z języka polskiego. Mam umysł ścisły, mógłbym robić takie fajne rzeczy, pisać takie fajne programy, dokonywać takich fajnych wynalazków itp., a tymczasem zmusza się mnie do czytania nudnych powieści Nałkowskiej i dokonywania analizy wierszy, których rozumienie nie jest mi do niczego potrzebne. Na argumenty typu „jesteś Polakiem czy nie?” odpowiadam, że w dzisiejszych czasach narodowość nie jest tak ważna, jak umiejętność logicznego i twórczego myślenia, i znacznie ważniejsze jest dla mnie to, że jestem myślącym człowiekiem XXI wieku.
    Dodatkowo można powoływać się na zwyczaje w Europie, do której z takim wysiłkiem i z takimi nadziejami weszliśmy. Chyba wszędzie matematyka jest obowiązkowa na maturze (jeśli się mylę, proszę mnie oświecić), więc jeśli już wzorujemy się na Europie i jej zwyczaje są dla nas wyrocznią (a że są, łatwo zauważyć), bądźmy w tym konsekwentni.
    Ja tam, gdzie mogę, zaczynam w ten sposób. Efekty naszej „pracy u podstaw” powoli, ale będa widoczne.

  5. Premnathan
    4 lipca 2011 o godz. 10:24 | #5

    Dodałbym jeszcze: Jeśli chodzi o naukę wysławiania się i wypowiadania, to jeden rok matematyki na studiach dał mi więcej, niż cały język polski w liceum (a nauczycielkę miałem dobrą), a jeśli chodzi o wyrabianie kultury itp., to chyba są dostępne wyniki badań, która „nacja” jest spokojniejsza i przysparza mniej problemów: ścisła czy humanistyczna.

  6. 4 lipca 2011 o godz. 10:24 | #6

    „Wyzbądź się obrzydzenia, uruchom myślenie. Może dzięki temu zdasz maturę, dostaniesz się na wymarzone studia, a w dorosłym życiu będziesz robiła coś ciekawego i ambitnego.”

    Twierdzę, że praca na zmywaku w Birmingham nie ma kompletnie związku z posiadaniem matury lub jej brakiem, podobnie jak „dostanie się na wymarzone studia i robienie w życiu coś ciekawego i ambitnego” – i tego się będę trzymał. Jestem w stanie wyliczyć bardzo dużo przykładów osób nie posiadających nawet matury, a zajmujących się ciekawymi i ambitnymi rzeczami, oraz równie wiele kwalifikujących się na zmywak mimo wysokiej oceny z matematyki.. a nawet kilka takich, którym praca na zmywaku umożliwia zajęcie się czymś ciekawym i ambitnym, bez niepotrzebnych zmartwień o źródło utrzymania, czy też wcześniej wspominany „lakier na toyocie”…

  7. 4 lipca 2011 o godz. 10:45 | #7

    Biedni ci, których marzenia ograniczają się do „wymarzonych” studiów.. to, że macki Kuratorium Oświaty sięgają do każdej gminy, to jeszcze nie znaczy, że globalny system edukacji jest wart więcej niż jest. Rzeczy nie stają się automatycznie wartościowe dlatego że wszyscy je robią – szkolnictwo nie jest wyjątkiem. Znam bardzo niewiele osób twierdzących, że w budowaniu systemu edukacji potrzebny jest umiar, i bardzo wiele zaprzeczających istnieniu sensownej granicy w udzielaniu sobie nawzajem dyplomów zdania coraz głupszych egzaminów – jestem zdania, że ta obserwacja stanowi potwierdzenie wniosków do jakich doszedłem..

  8. 4 lipca 2011 o godz. 10:51 | #8

    PS. @Zenon – Niejaki Sienkiewicz musiał być wyjątkowym durniem, wiadomo przeca, że od „lecz”, „więc” oraz „że” zdania mądrzy ludzie nie rozpoczynają, n’est-ce pas? Ech.

    „Lecz zaledwie Kmicic z trzema Kiemliczami i Soroką zasiedli do
    wieczerzy, gdy z zewnątrz dał się słyszeć hurkot kół i tętent
    koni.
    Że słońce jeszcze nie zaszło, Kmicic wyszedł przed karczmę
    popatrzeć, kto przyjeżdża, bo był ciekaw, czy nie jaki podjazd
    szwedzki, ale zamiast Szwedów ujrzał brykę, za nią dwa wozy i
    ludzi zbrojnych około wozów. ” ( Potop )

    Więc naprzód pan pisarz spotkał pięciu kosiarzy z kosami na plecach, którzy pokłonili mu się mówiąc: „pochwalony”; ale pan pisarz kiwnął im tylko wypomadowaną głową, a zasię: „na wieki” nie odpowiedział, bo sądził, że człowiekowi z edukacją to nie wypada. Że pan Zołzikiewicz miał edukację, to o tym wiedzieli wszyscy, a wątpić mogli chyba ludzie złośliwi i w ogóle źle myślący, którym każda osobistość, wyrastająca głową nad zwykły poziom, zaraz solą w oku siedzi i spać spokojnie nie daje.” ( Szkice węglem )

  9. 4 lipca 2011 o godz. 11:00 | #9

    Nawiasem mówiąc bardzom ciekaw jak wyglądałyby wyniki maturalne z egzaminu na nieużywanie googla.. :)

  10. 4 lipca 2011 o godz. 11:31 | #10

    Hehe też się przejęzyczyłem, poprawna forma to „bardzom ciekaw jak wyglądałyby wyniki egzaminu maturalnego z nieużywania googla” :) Ale to przez związek wyrazowy „egzamin na studia” :)

  11. 4 lipca 2011 o godz. 11:41 | #11

    Jeszcze jedna rzecz – podejrzewam, że bardzo niewielu polonistów oceniających maturalne wypracowania zdałoby ten egzamin z matematyki, i również niewielu matematyków napisałoby zasługujące na pozytywną ocenę wypracowanie z polskiego. O językach obcych to w ógole strach wspominać. Przyłożenie niewątpliwie działa tu na niekorzyść uczniów, zobowiązanych do poprawnego rozwiązania zadania matematycznego plus analizy wiersza czy dramatu, i testu gramatycznego z języka obcego :>

  12. Zenon
    4 lipca 2011 o godz. 12:21 | #12

    @Ahk4iePaiv8u
    Sienkiewiczowi wolno.

  13. Zenon
    4 lipca 2011 o godz. 12:25 | #13

    Poza tym ubawiłem się z określenia Gazety Wyborczej wpływowym polskim dziennikiem :-)

  14. Premnathan
    4 lipca 2011 o godz. 13:27 | #14

    Co do zaliczenia przeze mnie egzaminu z polskiego, to też mam wątpliwości. Pisać potrafię co już mi potwierdził niejeden humanista i nieraz mnie drukowały poważne pisma, ale mam już ustalone poglądy co do tego, na jakie tematy się wypowiadam a na jakie nie. Gdyby mi przyszło pisać na temat Żeromskiego albo Prusa – proszę bardzo. Ale na Nałkowskiej, jak to było w tym roku, prawdopodobnie bym się przejechał. Może na tym też polega to zjawisko?

  15. 4 lipca 2011 o godz. 13:40 | #15

    Żyjemy w czasach, w których rzeczy są czym innym niż wydają się być. Przykładowo zadanie z matematyki polega na wykonaniu jakiegoś działania, i otrzymaniu wyniku. Niemniej zadanie można wykonać i otrzymać poprawny wynik na nieskończoną ilość sposobów, podczas kiedy ilość „poprawnych” jest ograniczona kluczem i zwykle bardzo mała. Pół biedy, jeżeli zadanie to np. „naszkicować wykres funkcji o zadanym wzorze” – ale jeżeli zadanie sprowadza się do uzyskania pewnego wyniku, to znaczy, że wzór początkowy również JEST wynikiem, i nikt nie jest w stanie dowieść, że nim nie jest. Czyli w praktyce egzamin „z matematyki” nie jest egzaminem z matematyki, tylko egzaminem z osiągania tego, co autor zadań uznał za wynik jaki należy osiągnąć, a cała sprawa z egzaminowaniem to robienie z ludzi jeszcze większych idiotów, niż są sami z siebie. Wyczytałem dziś w gazecie że na egzaminie na architekturę ktoś tam zaczął rysować jeszcze przed rozdaniem tematów, i to na temat. Zastanowiłem się co musiałaby rysować ta osoba, żeby komentujący uznał że rysowała, ale na szczęście nie na temat. Gdyby np. w temacie zadania był szkic domu jednorodzinnego, osoba musiałaby chyba zacząć rysować coś, co przypomina słonika lub gruszkę, ponieważ kolumna, przedpokój, okno, drzwi, dach czy nawet garaż lub parking byłby zdecydowanie na temat.. Te egzaminy i w ogóle cały „dobrowolny” system edukacji to niezły wypas dla ludzi produkujących dowolnie absurdalne tezy. W pewnym sensie egzaminy ku uciesze gawiedzi, sprowadzają się do udowadniania, klasycznie, że „wielbłąd nie ma garba”. Jeżeli wg prawa oskarżony jest niewinny dopóki nie udowodni mu się winy a świadczenie na własną niekorzyść nie może być brane pod uwagę, to egzaminy są sprzeczne z prawem, ponieważ przystępujący tak naprawdę ma za zadanie obalić oskarżenie go o niewiedzę. Naiwność młodzieży przystępującej do tak skonstruowanych egzaminów pod groźbą wiekuistego uznania ich za idiotów jest naciągania do niewiarygodnych granic, a masa prawdziwych idiotów ma niepowtarzalną szansę wiekuistego ukrycia tego stanu rzeczy, poprzez zwykłą nieuczciwość w jakimś tam rozumieniu. Uczeń nie dość, że ma udowodnić że nie jest nieukiem, to jeszcze nie może tego zrobić tak, żeby się okazało że nauczyciel lub autor zadań jest głupi – bo tak wykonane zadanie oczywiście nie zostanie „zaliczone”.. system edukacji ma obecnie jakieś kilkaset lat, a „żaków” nadal uczy się de facto tymi samymi metodami co za Krzyżaków. Mało tego, wychodzi się z założenia, że można kogoś nauczyć całkowania czy różniczkowania albo reżyserii dramatu teatralnego tą samą metodą którą uczy się go alfabetu i tabliczki mnożenia. A potem płacze się nad wynikami takiej „nauki”. Wbrew pozorom wcale mnie to nie cieszy.. U podstaw systemu edukacji leży założenie, że z wrodzonej tępoty można kogoś na zawsze wyleczyć, bo przecież „ludzie są równi”. Nie można. Ludzie NIE SĄ równi. Jedni są głupsi a inni mądrzejsi, TAK JUŻ JEST. Ktoś jest pijakiem i lumpem, a ktoś inny matką Teresą albo Einsteinem. Jedynie durniom z natury rzeczy zależy na „równości”, ponieważ – jak sądzą – byliby poszkodowani dopiero w efekcie przyznania się do własnej głupoty, a nie w wyniku głupoty samej z siebie.. ale i tak możemy sobie nad tym co najwyżej pogadać..

  16. 4 lipca 2011 o godz. 13:57 | #16

    Ludzi nie da się zrównać ucząc ich całkowania lub analizy wierszy. Jedyne co można zrobić, to nauczyć ich czytać, pisać i rachować, a edukacja ma sens dokładnie w takim samym stopniu, w jakim nie wymaga egzaminu.

  17. SidNej
    4 lipca 2011 o godz. 16:10 | #17

    Jakby tego było mało lektura komentarza odredakcyjnego p. Pacewicza w weekendowej Wyborczej dopełnia czary goryczy: oj jacy ci maturzyści nieszczęśliwi, że maturzystami ktoś być im kazał. Oraz oczywiście – a jakże – odpowiednia opinia o matematyce i poziomie trudności poziomu podstawowego. I przykład z udowodnieniem pewnej zależności, taki trudny, że – nigdy nie będąc olimpijczykiem matematycznym – wykonałem go w 15 minut.
    Ale przyznam: stresu się najadłem czytając, że trudny, ho ho, jaki trudny !

    Osłabia mnie to utyskiwanie na trudy, jakie to muszą ponosić młodzi mierząc się z matematyką i maturą jako taką. Szkoda, że na Grupponie nie można tego kupić, prawda ? Ze zniżką dla zafejsowanych czy z-tweeter’owanych.

    Z drugiej strony komentując jeden z wpisów wyżej: nie ma większej męki niż rozmowa z niezhumanizowanym informatykiem. Prymitywizm języka i zdecydowane poczucie wyższości własnego „ja specjalista IT” generują u mnie coraz częstsze napady złośliwej satysfakcji, kiedy to używając na spotkaniu zdań wielokrotnie złożonych widzę wyraźną konsternację i zagubienie w zrozumieniu pozornie klarownego przekazu. Zwłaszcza, że praktycznie zawsze rozmawiamy o sprawach technicznych ;-)

  18. Jakub Chabik
    4 lipca 2011 o godz. 19:32 | #18

    @Wszyscy
    Obiema rękami podpisuję się pod stwierdzeniem Marka Twaina cytowanym przez Ahk4iePaiv8u, żeby szkoła nigdy nie przeszkodziła w edukacji. Co więcej, jako rodzic nie pozostawiam tak szalenie ważnej rzeczy jak edukacja moich dzieci szkole. Zwyczajnie nie ryzykuję.

    Jeśli chodzi o humanistów, „chumanistów”, „ścisłowców” oraz normalsów (takich jak niżej i wyżej podpisany), to ja nie mam poczucia, że jest albo-albo. Ludzie dzielą się na douczonych i nieuków. Moim zdaniem informatyk, który nie potrafi poprawnie sklecić paru zdań bez licznych błędów (i nie jest dyslektykiem) oraz wyrażeń slangowych, to postać równie ponura co bohaterka tego wpisu. Natomiast niewielu spotkałem takich ludzi. Jak widać z powyższych wypowiedzi (generalnie składnych, zrozumiałych i pisanych ortograficznie), jakoś szanowni komentujący nie wpisują się w ten stereotyp.

    Dlaczego? Otóż nigdy, przenigdy szkoła nie powie dziecku „Ty jesteś świetny z matematyki, możesz kaleczyć język, nie grzeszyć kulturą osobistą ani nie wiedzieć kiedy była Bitwa pod Grunwaldem i kto napisał Dziady”. Mówi natomiast całym pokoleniom profili humanistycznych: „Wy to jesteście humaniści, matematyka i fizyka jest nie dla was. I tak nie zrozumiecie, więc lepiej się nie uczcie”. No to się nie uczą, a potem wypłakują w listach do GW. Profil mat-fiz, jaki kończyłem, dawał bardzo dobre wykształcenie ogólne. Widać to doskonale po kierunkach studiów jakie wybrali moi koledzy i koleżanki. Było tam pełne spektrum – od studiów technicznych, poprzez medycynę, prawo, aż po filologie i uczelnie artystyczne. Wszyscy się podostawali. Na co zdawali nasi kumple z równoległej klasy: na prawo, prawo, filologie oraz prawo. Podostawała się może połowa – bo było to jeszcze przed rozpowszechnieniem się studiów płatnych.

    Aha, i jeszcze słowo na temat zmywaka na Birmingham. Oczywiście że skończenie studiów polonistycznych daje dokładnie takie same kwalifikacje do zmywaka jak matura albo jej brak. Jest jednak fundamentalna różnica: aspiracje. Absolwent liceum (bez matury) uzna zmywak za przyrodzone sobie miejsce. Absolwent matury – za punkt odskoczni do większej kariery, może np. na barmana. Absolwent polonistyki – za zmarnowanie swojego talentu. Jeden będzie szczęśliwy, drugi będzie się starał, a trzeci frustrował. Jak mówi tao, dla naszego szczęścia nie liczy się faktyczny dobrostan, a porównanie ze stanem, który uważamy za pożądany. Dlatego ze wspomnianej wyżej trójki najszczęśliwszy będzie ten pierwszy, a najbardziej pożyteczny dla gospodarki ten drugi. Trzeci jest na dobre stracony. Może lepiej więc żeby nasza polonistka od razu wyjechała na ten zmywak, jak zresztą odgraża się niedwuznacznie w swoim liście.

  19. Jakub Chabik
    4 lipca 2011 o godz. 19:42 | #19

    To jednak tylko pół prawdy. Drugie pół jest takie, że matematyki w Polsce nie umie się uczyć. I to nie kwestia osławionego „klucza”, ale formuły nauczania, rodzaju zadań oraz jakości kadry nauczycielskiej. Na zdrowy, inżynierski rozum, jeśli jakiejś certyfikacji nie zdaje 1/4 podchodzących, to coś jest nie tak z systemem przygotowania do tego egzaminu. Są klasy, gdzie nie zdała ponad połowa. To ewidentnie wina nauczyciela i całego drogiego systemu policyjnego (popularnie nazywanego „wsparciem metodycznym”) – a więc dyrekcji, kuratorium, itd.

    Sam nie cenię szczególnie matematyki jako takiej. Cenię „science” i „technology”, czyli nauki osadzone w zjawiskach przyrody, opisujące przydatne życiowo sprawy, ale oparte na modelach matematycznych. Moim zdaniem o sinusach i kosinusach można byłoby uczyć przy okazji fali, a paraboli – pokazując trajektorię spadającego przedmiotu, a o logarytmach – pokazując klawiaturę fortepianu i ilustrując rozkładem częstotliwości po oktawach. Osadza się w ten sposób matematykę w zjawiskach, które każdy zna z życia codziennego. Wnioskowania, dowodzenia, itd. można by uczyć pokazując rozwój nauki. I warto byłoby o nauce uczyć w kontekście historycznym – życiorysy Kopernika, Galileusza, Laplace’a czy Einsteina oraz przyjmowanie się ich odkryć w ówczesnych społeczeństwach to historie nie mniej fascynujące od ich teorii.

    Uczenie matematyki dla siebie samej, samej przez się, to moim zdaniem jedna z przyczyn niepowodzeń wielu całkiem inteligentnych ludzi przy jej nauce.

  20. 4 lipca 2011 o godz. 21:57 | #20

    To zdaje powiedzenie Arkadiusza Piekary [ http://pl.wikipedia.org/wiki/Arkadiusz_Piekara ], ale źródło niepotwierdzone – „ludzie dzielą się na nieuków i samouków”.

  21. totem
    5 lipca 2011 o godz. 15:05 | #21

    Istnieją szkoły gdzie nikt nie każe uczyć się historii, albo matematyki czy chemii.
    Licea ogólnokształcące, kształcą.. ekhem starają się kształcić ogólnie właśnie. I dają możliwość nauki radzenia sobie z tym co na co dzień bardzo częste – wypełnianiem obowiązków za którymi nie przepadamy.

  22. Zet Iksiński
    6 lipca 2011 o godz. 12:42 | #22

    Na szczęście ta Pani w tym roku nie zacznie studiować polonistyki. Być może już nigdy tych studiów nie podejmie. Cóż, złośliwie rzec by można, że takimi „polonistkami” przez lata wypełniały się korytarze uniwersytetów, a od lat 90. także i wszelkich wyższych szkół gotowania (niekoniecznie na gazie). Matura z matematyki tendencję tę odwróciła. To cieszy.

    Czas skończyć z trywialnym rozróżnianiem na umysły ścisłe i nieścisłe, a powrócić do korzeni i dzielić je zwyczajnie: na bystre i nie. Jeśli młodej osobie wydaje się, ba(!), jest ona wręcz pewna, że matematyka to tylko zbędne wyliczanie spraw, które zrobią za nas jakieś „maszyny”, to jest to pierwszy i najważniejszy dowód na to, że za pięć lat mielibyśmy kolejną Panią Basię (Jadzię, Zosię etc.), która na lekcjach języka polskiego ograniczałaby się do sztampowego i jakże zużytego pytania: „co autor miał na myśli?”. Tymczasem polonistyka to piękny i niesłusznie deprecjonowany kierunek nauk humanistycznych. Tylko osobie bez wyobraźni może wydawać się, że jest to dyplom za czytanie „wierszyków”. To przede wszystkim historia, filozofia, ale i ważna misja – kultywowania tradycji pięknej polszczyzny. Tę zaś nie sposób posiąść dobrze bez matematyki właśnie. Ale tego nasza „maturzystka” nie rozumie i jeszcze długo rozumieć nie będzie.

    Polonistyka nie ucierpi przez brak kolejnej krnąbrnej poetki, która na zajęciach z gramatyki opisowej miast słuchać tworzyłaby swoje grafomańskie treny o niczym.

    Pozdrawiam,
    Zet Iksiński

  23. 6 lipca 2011 o godz. 20:13 | #23

    interesujacym pomysłem byłoby utworzenie ogólnokrajowego systemu punktów za każdy przedmiot lub poziom zaawansowania, zamiast podziału na kierunki ścisłe czy humanistyczne, i bez jakichkolwiek egzaminów na „zaliczenie roku”. W ten sposób zamiast „dyplomu” każdy mógłby się po prostu legitymować ilością zebranych punktów z całego okresu kształcenia, niechby i z matematyki, filozofii, z lepienia garnków lub za prace naukowe. Im trudniejszy przedmiot tym więcej punktów, licząc od alfabetu i tabliczki mnożenia w wieku lat czterech czy sześciu. W ten sposób edukacja nigdy nie ulegałaby zakończeniu, a „wygrywającym” byłby ten kto zgromadził największą ilość punktów, z możliwością możliwością zdobycia kolejnych zawsze i wszędzie. Coś na kształt punktacji za łamanie przepisów drogowych, tylko w odwrotnym kierunku. Teoretycznie rzecz biorąc, pewnie byłby problem z określeniem który przedmiot jest trudniejszy a który łatwiejszy, ale mimo wszystko byłaby technicznie możliwość zgromadzenia tej samej ilości punktów zaliczając kolejne egzaminy po 1 punkcie przez 40 czy 50 lat, lub przed ukończeniem nastu lat powiedzmy. Przynajmniej nie byłoby „oblanych” egzaminów, a jedynie strata czasu lub pieniędzy na przystępowaniu do egzaminu, w efekcie uzyskania z niego ZERA punktów.. ktoś mógłby uzyskać tysiąc punktów za egzamin z matematyki i fizyki, ktoś inny pięćset punktów za egzamin z tych samych przedmiotów, a ktoś inny również tysiąc za matematykę, archeologię i reżyserię dramatu. Zakładając, że ludzie i tak nie zajmują się tym czym nie chcą się zajmować, ktoś z łączną liczbą tysiąca punktów zdobytych filozofią i gramatyką opisową i tak nie pójdzie przecież do NASA żeby zostać fizykiem.. takie tam luźne pomysły, aż tak mi nie zależy żeby wyszukiwać wady tak skonstruowanego systemu, których pewnie byłoby wiele.. ale przynajmniej skończyłoby się bredzenie o „umysłach ścisłych”, „humanistycznych” i „dyslektykach”..

  24. 7 lipca 2011 o godz. 12:51 | #24

    Tyle mam do powiedzenia w tym temacie:
    http://dosowisko.net/maturalist.html ;)

  25. sfrustrowana humanistka
    7 lipca 2011 o godz. 15:45 | #25

    Na matematyce jako żywo nie nauczyłam się takich rzeczy jak „logiczne myślenie, kojarzenie faktów, rozróżnianie skutków od przyczyn, kategoryzacja zjawisk, racjonalna argumentacja, szybkie szacowanie”. Raczej na studiach humanistycznych.

    Akurat matematyka była jednym z bardziej tolerowanych przeze mnie przedmiotów, ale nie oszukujmy się – w szkole klepie się zadanka – zupełnie bezmyślnie. Ba! Nauczyciele nawet nie pozwalają robić czegoś inaczej, bo własnie tak trzeba na maturze to zrobić i już! Stąd frustracja tych dzieciaków. I mają rację, bo matematyka której się uczą jest kuciem i klepaniem zupełnie bez kontekstu. Nikt w szkole nie wyprowadza wzorów, nie mówi skąd się wzięły jakieś twierdzenia.

    Na szczęście w szkole zdawałam olimpiady z matematyki, dlatego spotkałam się z ciekawą wersja tej dyscypliny. Podstawa programowa i sposób jej nauczania naprawdę potrafi nieźle to obrzydzić.

    Ale pomimo tego jestem za maturą z matematyki. Jednak przede wszystkim za normalną szkołą, która uczy w sensowny sposób. Nie tylko pod strachem matury, ale przedstawiając dzieciakom cel.

    A poza tym nie byłabym taka optymistyczna z odwracanie tendencji na studiach. Z tego co rozmawiam z kadrą naukową uniwersytecką, to własnie często dostają się o wiele bardziej nieodpowiedni ludzi. Dlatego tak często chce się wracać do egzaminów wstępnych. Do matury da się wyuczyć – to nie jest nic skomplikowanego, po prostu jedni potrzebują więcej, inni mniej czasu. Natomiast na studiach przydają się też inne umiejętności. Choć niestety i to się pewnie zmienia…

  26. mj
  27. 8 lipca 2011 o godz. 14:35 | #27

    A ja polecam to :P w kontekście powyższej dyskusji :)

    http://www.informacjeusa.com/2011/07/06/atlanta-najwiekszy-skandal-w-historii-amerykanskiego-szkolnictwa/

    Opublikowany we wtorek raport o stanie szkół publicznych w Atlancie ujawnił rażące zaniedbania w tamtejszym szkolnictwie. Aż 82 ze 178 oskarżonych nauczycieli i wychowawców przyznało się do tego, że uczestniczyło w procederze, dzięki któremu uczniowie szkół w Atlancie osiągali bardzo dobre wyniki w nauce w nieuczciwy sposób.

    http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/493652,moda_na_doktoraty_obniza_jakosc_nauki.html

    :-)

  28. Mariusz
    13 lipca 2011 o godz. 08:06 | #28

    Znalezione dziś na wykopie: http://dosowisko.net/maturalist.html

  29. do maturzystki
    16 lipca 2011 o godz. 14:51 | #29

    Niech maturzystka spojrzy na wymagania. Logarytmy, funkcje trygonometryczne, prawdopodobieństwo. Maturzysta zdający egzamin na poziomie podstawowym powinien wiedzieć praktycznie tylko „z czym się je” dane zagadnienia. Zadania dotyczące logarytmów – wystarczyło znać definicję (!), prawdopodobieństwo – to zadanie na maturze na wyrost nazwałaś zadaniem z tego działu gdyż nie było tam w ogóle wykorzystania kombinatoryki, a jedynie LOGICZNEGO myślenia, funkcje trygonometryczne… nie skomentuje, gdyż mając tablice mogłabyś nie angażując swych szarych komórek (zajętych pisaniem poezji) rozwiązać te zadania. Innych zadań z których uzbierałabyś te 30% nie będę wspominać, gdyż sama się ośmieszasz się pisząc taki list. Zastanów się czy gdy na poczcie będzie podana maksymalna objętość paczki, to czy mając lampę w pudełku w kształcie walca, będziesz umiała obliczyć tą objętość czy będziesz dzwoniła do umysłu ścisłego. Sama nie zdałam matury, z języka angielskiego, który tak jak i Tobie nie pozwolił pójść w pierwszej rekrutacji na wymarzone studia. Jednak nikogo nie obwiniałam, a mając dobre wyniki z reszty dostałam się na inny kierunek w rekrutacji sierpniowej.
    Naucz się myśleć, a potem siadaj do matematyki. Jeśli nauczysz się logicznie myśleć to bez znajomości wzorów, z tablicą wzorów napiszesz ten egzamin na 90%. Koniec użalania!

  30. madzia
    26 lipca 2011 o godz. 22:56 | #30

    @Premnathan
    Super argument z tym j. polskim i ścisłym umysłem:) popieram w stu procentach

  1. Lipiec 5th, 2011 at 14:01 | #1